„365 dni” w kinach. Widzieliśmy film. Recenzja

365 dni plakat

„365 dni”

Od 7 lutego, w kinach długo oczekiwany, pierwszy polski film erotyczny. Recenzja.

Bohaterem „365 dni” jest młody przystojny Massimo Torricelli – szef sycylijskiej rodziny mafijnej (Michele Morrone). W zamachu ginie jego ojciec. Massimo podczas snu zobaczy piękną Laurę (Anna-Maria Sieklucka). Zakochuje się w niej. Postanawia ją odnaleźć, uwięzić, i dać 365 dni na pokochanie go…

Film w reżyserii Barbary Białowąs, oparty został na bestsellerowej powieści Blanki Lipińskiej, która została sprzedana w 500 tys. egzemplarzy. W 2019 Blanka Lipińska zajęła drugie miejsce w rankingu najlepiej zarabiających pisarzy w Polsce według tygodnika „Wprost”.

„365 dni” to przede wszystkim piękne zdjęcia Bartka Cierlicy, któremu wspaniale udało się pokazać piękno Sycylii, gdzie rozgrywa się akcja filmu. Zachwyt wzbudzają filmowane z drona sceny erotyczne na jachcie, czy na szybie jednego z warszawskich wieżowców. Doskonała jest muzyka w tym filmie. I kilka tekstów „Patrzysz tylko na niego, czy coś od niego chcesz” (mowa o penisie).

Kadr z filmu „365 dni”, fot. Next Film

W zapowiedziach „365 dni” określany był jako pierwszy polski film erotyczny. Polska odpowiedź na amerykańską trylogię o Greyu. Jeśli tak zapowiadają go producenci, to chyba nie mają pojęcia, jak powinien wyglądać film erotyczny.

W „365 dni” jest zaledwie klika scen erotycznych, pokazanych głównie w pozycjach klasycznych. Sfilmowanych tak, aby za dużo nie pokazać (scena seksu na pokładzie jachtu, sfilmowana z drona, z wysokości kilkunastu metrów). Pokazanie pośladków aktora, biustu aktorki, miny głównego bohatera, jak przeżywa orgazm, czy głowy kobiety, która robi „loda”, to chyba za mało, jak na film erotyczny. To „ugrzeczniona” wersja filmu erotycznego.

Kadr z filmu „365 dni”, fot. Next Film

Do udziału w filmie udało się zaprosić przystojnego, włoskiego aktora Michele Morrone. Mężczyzna jest męski, władczy, umięśniony. Doskonale wygląda w scenach seksu. Aktorsko, niestety, rola opiera się na kilka minach. W roli Laury możemy zobaczyć absolwentkę krakowskiej szkoły teatralnej Anne Marie Sieklucką. Aktorka w tym filmie jest nijaka. Obsadzenie jej w tej roli jest błędem obsadowym. Zachwyca Magdalena Lamparska w komediowej roli Olgi.

Problemem tego filmu jest słaby scenariusz, napisany przez Tomasza Klimala. Przez dwie godziny, w filmie niewiele się dzieje. Dialogi jak z telenoweli. Aktorzy nie mają co tutaj grać. Doprawdy, nie wiem, po co do filmu zatrudniono Nataszę Urbańską i Grażynę Szapołowską. Natasza Urbańska w filmie pojawia się może przez 20 sekund. Grażyna Szapołowską na ekranie widzimy przez minutę. Aktorki nie dostały szansy na stworzenie pełnokrwistych ról.

Na film do kina można iść, aby obejrzeć piękne krajobrazy Sycylii i umięśnioną klatę włoskiego aktora. A jak chcecie obejrzeć film erotyczny, to włączcie sobie pornosa w necie, bo w „365 dni” niewiele tego sexu zobaczycie.

„365 dni” to film w stylu polskich komedii romantycznych, ładne stroje, plenery, aktorzy, muzyka, ale w sumie film o niczym.

Ewa Was

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.