Artur Barciś: Praca aktora jest dla mnie wielką radością

Fot. archiwum prywatne aktora

Artur Barciś to jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, który stworzył wiele znakomitych ról teatralnych i filmowych. Popularność zyskał dzięki występom w programie „Okienko Pankracego”. Pod koniec lat 90. wcielił się w postać Tadeusza Norka w kultowym serialu telewizyjnym”Miodowe lata” i zyskał sympatię telewidzów.

Nie denerwuję Pana, że po zagraniu tylu wspaniałych ról, większość widzów kojarzy Pana z „Miodowymi latami” i „Ranczem”?

Nie, bo jestem realistą. Wiem, jak działa ten rynek. Jeśli się pięć lat grało w serialu „Miodowe lata”, który jest ciągle powtarzany, widzowie go oglądają i chcą oglądać, to jest to powód do radości. Potem był serial „Ranczo”, który też zdobył sympatię milionów Polaków to trzeba się z tego cieszyć. Wiele osób kojarzy mnie nie tylko z tych dwóch seriali, ale także z ról filmowych czy teatralnych, więc nie martwię się tym.

Traktuje Pan zawód aktora jako rzemiosło czy misję?

To jest przede wszystkim zawód, ale też sposób na życie. Nie pracuję tylko wtedy kiedy wychodzę na scenę. Praca aktora jest dla mnie wielką radością i przyjemnością. Nie czuję się pracoholikiem, bo lubię to co robię.

Nie ma Pan ochoty jednak czasem zwolnić tempa? Właściwie codziennie gra Pan jakiś spektakl, czasem są to dwa spektakle dziennie. Dużo z przedstawieniami podróżuję Pan po Polsce.

Uprawiam zawód, który jeśli jest się zdrowym i sprawnym, można wykonywać do końca życia. Nie zamierzam iść na wcześniejszą emeryturę. Chce pracować tak długo jak tylko się da. Jeśli za kilka lat będę mógł zapamiętać tekst, wejść na scenę i realizować polecenia reżysera, to będę bardzo szczęśliwym staruszkiem.

Dlaczego postanowił się Pan zająć reżyserowaniem spektakli?

Reżyseria to trochę inny rodzaj aktywności, który wymaga dużej odpowiedzialności, ale daję ogromną satysfakcję. Kiedy wychodzę do ukłonów w spektaklu, który sam wyreżyserowałem, a przedstawienie gramy po raz dwusetny i za każdym razem są owacje na stojąco, to jak tej pracy nie kochać.

Artur Barciś jako Papkin w „Zemście” na deskach Och -Teatru, Fot. materiały prasowe teatru

Gdyby miał Pan wymienić swoje trzy najważniejsze rolę, z których jest Pan dumny?

Jeśli chodzi o teatr to Lejzorek w przedstawieniu „Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”. To była moja pierwsza duża rola, którą zagrałem w Teatrze Ateneum. Na pewno też Papkin w „Zemście” Fredry. Rola o której zawsze marzyłem i którą od kilku lat gram w Och – Teatrze. W filmie jedną z najważniejszych ról jakie zagrałem to postać w „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego.

Woli Pan grać w komediach czy bardziej dramatyczne role?

Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia ponieważ komedię traktuję jak dramat. Na tym polega sens grania dobrej komedii, że z punktu widzenia postaci, którą gram, to co się z nią dzieje jest zazwyczaj dramatyczne, wręcz tragiczne, tylko kontekst jest zabawny, to, że człowiek się znalazł w takiej sytuacji, ale dla niego samego, tej postaci, nic śmiesznego w tym nie ma. I to jest właśnie śmieszne.

Nie myślał Pan nigdy o własnym teatrze? Przez wiele lat związany był Pan z Teatrem Ateneum. Co ciekawe, to w nim kiedyś występowali dzisiejsi właściciele prywatnych teatrów w Warszawie: Anna Gornostaj, Krystyna Janda, Emilian Kamiński, Michał Żebrowski czy Janusz Józefowicz.

Nie myślałem. Nie mam tyle odwagi co Krystyna Janda. To trudne przedsięwzięcie, do którego potrzeba olbrzymich pieniędzy, a ja takich nie posiadam.

Dzisiejszy świat ścianek, celebrytów i bankietów Pana razi, czy stara się Pan zrozumieć tych, którzy w tym uczestniczą?

Celebryctwa nie lubię i nie lubię postrzegania mnie jako celebryty. Nie jestem celebrytą i nie chce nim być. Ale rozumiem młodych ludzi, którzy chcą się w jakiś sposób wypromować. I jeśli jest to droga, do tego, żeby dać się zauważyć, a potem potwierdzają to własnymi umiejętnościami, talentem, pracą, osobowością, to nie widzę w tym niczego złego, jeśli to nie jest cel sam w sobie, tylko po to, żeby być znanym.

Artur Barciś i Rafał Rutkowski w spektaklu „Mayday 2”, Fot. mat. prasowe teatru

Co jest fascynującego w Teatrze Ateneum, że był Pan aktorem tej sceny przez ponad 30 lat?

Były takie okresy w działalności tej sceny, że Teatr Ateneum uważany był za najlepszy teatr w Polsce. W tym teatrze spotkałem najwybitniejszych aktorów, reżyserów od których wiele się nauczyłem. Być członkiem takiego zespołu to było wielkie wyróżnienie i zaszczyt. To naturalne, że chciałem tam być. Jestem bardzo dumny, że mogłem być członkiem tego zespołu. Ciągle się tak czuję, mimo, że nie jestem już na tzw. „etacie”.

Rozmawiał: Maciej Łukomski

ARTUR BARCIŚ – absolwent wydziału aktorskiego  PWSFTviT w Łodzi z 1979. Aktor warszawskich teatrów: Na Targówku (1979 -1981), Narodowego (1982 -1984) i Ateneum (1984 – 2018). Popularność zyskał występując w telewizyjnym programie dla młodych widzów „Okienko Pankracego”. W filmie zadebiutował u Jerzego Hoffmana w „Do ostatniej krwi” z 1981 roku. Ma na swoim koncie role w takich filmach, jak m.in.: „Znachor”, „Bez końca”, „Życie za życie”, „Dekalog”. Publiczności znany jest również ze swoich ról w serialach: „Miodowe lata”, „Ranczo”,” M jak Miłość”. Obecnie współpracuję m.in.: z Och – Teatrem, Teatrem Ateneum i Teatrem Gudejko.

Prywatna strona aktora: http://www.barcis.pl

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o