„Joker” – recenzja filmu

fot. pixabay.com

,,Joker. Szaleniec, Złoczyńca”. Nie sądzę, by znalazł się ktoś, kto zaneguje fakt niepowtarzalności i oryginalności jego postaci. To jeden z tych najbardziej kultowych, niezdolnych do podrobienia charakterów, który swoim fenomenem mrocznego bohatera ogarnął kilka dekad temu niemalże cały świat. Tak, dokładnie ta demoniczna, niemoralna postać, istniejąca praktycznie od początku kariery Batmana w uniwersum DC stała się inspiracją dla niezapomnianych ról Jack’a Nicholsona oraz pośmiertnie wyróżnionego Oscarem Heath’a Ledgera. Te stosunkowo nowe produkcje bez wątpienia nazwać można już jednak kultowymi.

Zeszłoroczna, kompletnie jednak rożna i bezsprzecznie cięższa od obu pierwowzorów wizja historii łotra z Gotham, boleśnie jednak przewróci Wasze oczekiwania i nastroje do góry nogami. Zada bardzo poważny i odczuwalny cios. Nie jest to zatem kino dla fanów super bohaterowskich komiksów, którzy z utęsknieniem oczekiwali na nową dawkę adrenaliny i zabawy w gwiazdorskiej obsadzie. Stanowczo nie.

Film w reżyserii odpowiedzialnego za m.in. trylogię ,,Kac Vegas’’ Todd’a Phillips’a całkowicie skupia się na budowie portretu psychologicznego apatycznego, borykającego się z daleko idącym stadium choroby psychicznej Arthur’a Fleck’a (Joaquin Phoenix).

Wczesne lata 80, Gotham City. W chwili rozpoczęcia tej trudnej i wymagającej opowieści, niestabilny emocjonalnie fantasta rozpaczliwie, z całych sił próbuje dać znać światu o swoim istnieniu – jest amatorskim komikiem, przywdziewa na co dzień maskę i kostium clowna, które towarzyszą mu przy zabawianiu zabieganych przechodniów. Nie zawsze świadomy własnej niedołężności wciąż marzy o pojawieniu się w telewizyjnym show w roli profesjonalnego stand-upera. Mężczyzna przeżywa obecnie jednak jeden z najcięższych stanów emocjonalnych własnych dolegliwości, wywołany przedwczesnym opuszczeniem szpitalnego oddziału psychiatrycznego. Kładzie to spory odcisk na jego samopoczuciu, całkowicie odbiera siły do walki z nieustannymi, przytłaczającymi, często samobójczymi myślami.

Uwięziony w błędnym kole niezrozumiałych sygnałów im bardziej próbuje powstrzymać własne napady niepohamowanego śmiechu, na który cierpi, tym przybiera on na sile, tworząc z Fleck’a stroniącego od kontaktów, pogrążonego w chorobie i nierealnych wyobrażeniach szaleńca. Obserwujemy jego wzrastającą na sile niepoczytalność; zachowania prowadzące do licznych tragedii i przestępstw.

Natychmiastowo wybudzają one widza z początkowego współczucia nieporadnemu i dość infantylnemu choremu, kreując przy tym postać tytułowego, skrytego pod maską, zepchniętego na margines społeczny ,,Jokera’’.

Film jest… bardzo trudny. To istny spektakl walki z własną wytrzymałością i oczekiwaniami względem przykrej rzeczywistości. Dawno jeszcze nie spotkałam się z historią, po której byłabym tak całkowicie wyżęta z pozytywnego nastroju i wszelkich wartych nadziei i pokrzepienia emocji, jak po seansie ,,Jokera’’. Fabuła bowiem stanowiła tutaj jedynie tło do zbudowania czegoś znacznie poważniejszego i poruszającego, niezwykle złożonego studium postaci Phoenix’a, na której opiera się cały sens przedstawionej historii.

To przypadek filmu, który zinterpretować da się na wiele metaforycznych sposobów, jednak absolutnie nie należy myśleć o nim w kategoriach dosłownych. Czarny humor, demoniczny nastrój i niezaprzeczalnie wiodąca prym depresyjna atmosfera na pewno nie przypadną wielu do gustu. Ponadto, scenarzyści nie boją się eksperymentować na widzu z ostrą huśtawką nastrojów. Jego pierwsza połowa skłania nas do ciągłego współczucia, kładzie nacisk na porażkach i zawodach głównego bohatera, który nie zgadza się z wszechobecnym złem i ludzką chciwością; z czasem jednak coraz bardziej zagłębiamy się w kontrowersje związane z postacią ,,Jokera’’.

Jego postać nie przypomina już swojej początkowej wersji, pochłania go wizja swojej odmiennej osobowości, co niestety bardzo kategoryzuje moim zdaniem środowisko osób cierpiących na zaburzenia natury psychicznej i m.in. przysporzyło twórcom sporo oskarżeń, jakoby propagowali oni ostrą przemoc fizyczną w kilku drastycznych scenach i finalnie deprymowali chorych na zaburzenia osobowości. Jest to jednak ta część filmu, którą każdy powinien spodziewać się ujrzeć.

Nie umniejsza to również aktorskiego wyczynu Joaquin’a Phoenix’a, o którym nie sposób nie wspomnieć. Ten niesamowicie dojrzały i utalentowany, świadomy swojej fizyczności artysta do niekonwencjonalnej roli zrzucił ponad 20 kg, każdym najdrobniejszym gestem przełamywał bariery dotychczasowego artystycznego dorobku.

Autentycznością swojej roli, poprzez studiowanie zachowań chorych na zaburzenia osobowości i precyzyjnie dopracowaną mimiką dogłębnie poruszył moje serce i pozwolił uwierzyć w wiarygodność motywacji i myśli Arthur’a.

Wracając myślami do seansu, trudno mi również zapomnieć o pozostałych, czysto technicznych, lecz przy tym całkowicie kompatybilnych z warstwą nastrojowości aspektach filmu, jak podsycającej grozę nie bez przyczyny nagrodzonej Oscarem ścieżce dźwiękowej, złożonej prawie wyłącznie z elementów melancholijnej, drżącej z niepokojem wiolonczeli i skrzypiec, która na długo zostanie w mojej pamięci.

Idealnie dopasowana scenografia oraz sprawnie przeprowadzony montaż sprawiają, iż warstwa wizualna wypada tutaj również bardzo poprawnie. Z pewnością wielu będzie próbowało doszukiwać się tutaj podobieństw i inspiracji płynących z poprzednich dzieł kultury, w których przewijała się już postać łotra z Gotham.

Muszę niestety rozczarować to konkretne grono fanów faktem niepowtarzalności ,,Jokera’’ nad pozostałymi około łotrowskimi produkcjami – to kreacja bardzo poważnego aktorskiego wyzwania, która niesie za sobą ogromną dawkę przytłoczenia i goryczy, która zapewne na długo po seansie pozostanie na języku widza.

Jak zatem podsumować ten pełen sprzeczności, wielu pozytywnych, jak i chandrycznych i otępiających wydźwięków film?

Po pierwsze, należy spodziewać się po nim czegoś skrajnie wymagającego i ciężkiego, na co jeszcze przed sięgnięciem po ,,Jokera’’ należy zdecydowanie zbudować nieprzemakalną psychiczną podstawę – w kluczowym momencie być może przerażenia, być może i pewnego rodzaju rozczarowania co do braku oczekiwanych scen walki i końcowej sekwencji znanej nam z okołobohaterowskich produkcji. To zupełnie nie ta półka kinematografii. To przytłaczająca i deprymująca dawka przeżyć jak na 2-godzinny seans.

Jedno jest pewne: jeżeli sama historia wyda Wam się zbyt podkoloryzowana i demoniczna, największe brawa należą się jednak niepowtarzalnemu, dojrzałemu Phoenix’owi oraz Phillips’owi, którzy nie bazując na żadnym z komiksów świata DC stworzyli jednocześnie nowy, osadzony w teraźniejszości i skupiony na bolączkach współczesnego świata obraz choroby widzianej z wielu kompletnie odmiennych perspektyw. Seans dla widza o wypracowanych, stalowych nerwach.

Mary Kosiarz

Jedna odpowiedź do “„Joker” – recenzja filmu”

  1. online Joker pisze:

    Moim zdaniem Joker to świetny film psychologiczny. Naprawdę dużo rozkmin się pojawia po jego obejrzeniu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.