„Kapitan Żbik i żółty saturator” w Teatrze Syrena. Recenzja

kapitan Żbik i żółty saturator

Fot. mat. prasowe teatru

„Kapitan Żbik i żółty saturator” to najnowsza propozycja Teatru Syrena.

Kapitan Żbik to kultowa seria komiksów, której bohaterem jest Jan Żbik, kapitan Milicji Obywatelskiej, który rozwiązuje kryminalne zagadki. Pomysłodawcą serii, która ukazywała się w latach 1967-1982, i twórcą postaci Kapitana Żbika był, zmarły kilka miesięcy temu, Władysław Krupka, podpułkownik Milicji Obywatelskiej.

Wojciech Kościelniak – reżyser wielu znakomitych spektakli muzycznych, które odmieniły polską scenę musicalową, postanowił na podstawie serii komiksów, napisać musical „Kapitan Żbik i żółty saturator”, którego akcja rozgrywa się w Warszawie lat 70., ubiegłego stulecia. Prapremiera spektaklu, w reżyserii autora, odbyła się w stołecznym Teatrze Syrena, który obchodzi właśnie jubileusz 75-lecia. Musical grany jest na scenie, które przez dekady, w swoich kolejnych spektaklach, często nawiązywała do folkloru, tradycji i atmosfery stolicy – od okresu międzywojennego po dziś dzień.

W musicalu, z muzyką Mariusza Obijalskiego, Kapitan Żbik (Maciej Maciejewski), razem z porucznik Olą (Ada Szczepaniak), wpada na trop tajemniczego Manfred Steif (Albert Osik), który jest w posiadaniu halucynogennej mikstury. Płyn ma być dostarczony na zjazd partii, by skompromitować władze Polski. Sprytny Manfred ukrywa czerwoną mieszaninę w żółtym saturatorze, z którego urocza Kasia (Barbara Garstka), nieświadomie, sprzedaje mieszkańcom Warszawy płyn Manfreda, po którego wypiciu klienci dostają halucynacji… Z kolei Kasia pewnego dnia poznaje taksówkarza Kubę i umawia się z nim na randkę. Przez cały musical losy wszystkich tych bohaterów będą się krzyżować.

kapitan żbik i żółty saturator

Zaskakujące zwroty akcji, wyraziści bohaterowie, duża dawka dobrego humoru, i znakomite piosenki to niewątpliwe atuty musicalu Wojciecha Kościelniaka, dzięki, któremu możemy się przenieść w kultowe miejsca Warszawy lat 70., i w jednej chwili znaleźć się na placu przed Pałacem Kultury i Nauki, aby za chwilę, razem z bohaterami spektaklu powędrować przed dom towarowy Wars, pod Rotundę, albo znaleźć się na domówce u Marzeny (Karolina Szeptycka).

Scenografce Annie Chadaj, na scenie przy Litewskiej, udało się wyczarować Warszawę lat 70. – migające neony, logo Pewexu, wiszące na horyzoncie sceny zdjęcia kultowych budowli stolicy. Na scenie pojawia się samochód Warszawa, czy żółty saturator. W spektaklu nie brakuje kultowych przedmiotów z tamtych lat: wagi sklepowej, magnetofonu Grundig, czy automatu telefonicznego.

Zachwycają kostiumy i fryzury, stylizowane na lata 70. – koszule nonajron, dzwony, wzorzyste garnitury, buty na platformach, kozaki, blond loki, włosy typu afro. Aktorzy mają makijaż stylizowany na komiksowe kreski.

kapitan żbik i żółty saturator

Fot. mat. prasowe teatru

Reżyserowi Wojciechowi Kościelniakowi w spektaklu „Kapitan Żbik i żółty saturator” umiejętnie udało się połączyć realia i klimat Warszawy lat 70., stylistykę komiksu (m.in. komiksowe napisy nad frontem sceny, wykorzystanie dialogowych, komiksowych „dymków” w scenografii, ), z nowoczesnymi środkami wyrazu. Przedstawienie zachwyca precyzją wykonania dwudziestki uzdolnionych młodych artystów, którzy świetnie tańczą i śpiewają, wspaniałą muzyką, i kilkoma scenami, które swoim pięknem wbijają widza w fotel.

„Kapitan Żbik i żółty saturator”w Syrenie to nostalgiczna podróż w czasie dla dzisiejszych pięćdziesięciolatków, wspomnienie  ich czasów młodości, które miało smak pomarańczy i zapach gumy Donald. Dla ich dzieci, przedstawienie w Syrenie, to doskonała lekcja historii, zapis obyczajów tamtych lat. To czasy, gdzie dało się funkcjonować bez fejsa, telefonów komórkowych, i instagramu, a sobotnie  wieczory spędzało się na domówkach, na które przychodziło się pobawić, a nie po to tylko, żeby zrobić sobie dwadzieścia takich samych selfie.

Maciej Łukomski

POLECAMY:

Jacek Mikołajczyk, dyrektor Teatru Syrena: Musical to gatunek, który dobrze wpływa na emocje

„Rock of Ages” w Teatrze Syrena: Rockowy czad. Recenzja

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.