Legendarne lokale PRL- u, czyli kawa w szklance, wuzetka i śledzik

W czasach PRL-u w Warszawie działało kilka lokali nocnych bez których trudno było sobie wyobrazić „życie nocne”  w tamtych czasach. Imprezy do białego rana, alkohol lejący się strumieniami, plotki, romanse i bywalcy tych lokali, często ludzie z pierwszych stron gazet.

Kawiarnia Amatorska na Nowym Świecie powstała po wojnie. W 1975 roku lokal zaczęła powadzić ją 30 -letnia wówczas Stanisława Mazgaj, absolwentka szkoły gastronomicznej. Pani Stanisława osobiście stanęła za barem i obsługiwała klientów Amatorskiej, imprezowiczów PRl – owskiej Warszawy. Dziś słynna barmanka jest na emeryturze, a klientów obsługuję jej syn. Amatorska w latach 90 -tych przeszła remont, ale przez te ostatnie 30 lat wystrój niewiele się tutaj zmienił. Do dzisiaj w lokalu można spotkać tych, którzy spędzili tutaj w latach 80 – tych niejedną noc. Teraz zamiast na wódkę, wpadają na kawę.

Po drugiej stronie Nowego Światu znajduję się kultowy bar kawowy Piotruś, który istnieje od 1958 roku. Od 1985 roku prowadzi go Irena Dańkowska. W lokalu bywał m.in. pisarz Marek Nowakowski, którego fragment powieści przyklejony jest do blatu stolika pod oknem. Dziś stałymi bywalcami lokalu są imprezowicze, którzy wpadają na „Kwaśnego Piotrusia”, czyli szota wódki z sokiem cytrynowym oraz stali bywalcy na piwo. „To cudowne miejsce, gdzie czas się zatrzymał” – napisał jeden z internautów.

Przy pl. Bankowym działa od lat 60 -tych ubiegłego wieku, słynny bar kawowy. W przeszklonym pawilonie z kultowym neonem nad wejściem „bar kawowy”, niezmiennie od 50 lat to samo menu: pierogi, śledzie, piwo z beczki, likiery do kawy. Wystrój lokalu również niewiele się zmienił: firanki w oknach, boazeria, lada chłodnicza z ciastkami. Do baru wpadają nie tylko stali bywalcy, ale również młodzież, która chce zobaczyć, jak wyglądały PRL – owskie lokale. W Barze kawowym „Gruba Kaśka” czas stanął w miejscu. Po lewej stronie pawilonu, tam gdzie dziś jest KFC, znajdował się kultowy bar samoobsługowy „Gruba Kaśka”, gdzie przychodziło się na pierogi i fasolkę po bretońsku.

Z kolei na ulicy Belwederskiej znajduję się słynna Restauracja „Lotos”, która powstała w latach 50. Od ponad 40 lat jego szefem jest Zofia Kossakowska. W menu niezmiennie od lat tradycyjna warszawska kuchnia i zimne przekąski: śledzik, tatar, sałatka jarzynowa. Potrawy te są doskonałym dopełnieniem „zakrapianych” spotkań w Lotosie, które są tradycją tego miejsca. W lokalu istnieje szatnia, jedna z ostatnich w warszawskich knajpach. Oczywiście palta odbiera szatniarka.

Na ul. Puławskiej od 40 lat działa restauracja Mozaika. Nad wejściem do lokalu od 46 lat wisi stylowy neon „Mozaika”. W środku restauracji żyrandole nad barem, które pamiętają jeszcze PRL-owskie kultowe dancingi w Mozaice. Do dziś w piątkowe i sobotnie wieczory można potańczyć przy muzyce, którą od lat odpowiada ten sam DJ. W menu bufet śniadaniowy, potrawy kuchni polskiej i bałkańskiej.

Jednym z kultowych miejsc na mapie Warszawy był otwarty w maju 1973 roku, koktajl bar Hortex na ul. Świętokrzyskiej 35. To tutaj tłumy warszawiaków przychodzili, aby osłodzić sobie dzień legendarną „Ambrozją” – lodami z bitą śmietaną, owocami, rodzynkami i czekoladą albo smakowitymi galaretkami z owocami w pucharkach z bitą śmietaną. W serialu „Czterdziestolatek” to właśnie tutaj Madzia Karwowska zajadała się „Ambrozją”. Lokal został zamknięty w 2000 roku.

Restauracja Kameralna to jeden z najpopularniejszych lokali PRL -u, znajdujący się na ul. Kopernika 3., serwujący tradycyjną polską kuchnię. Restauracja powstała w 1947 roku. Od lat 50. – tych do początku 90 – tych była głównym miejscem nocnych spotkań całej Warszawy. Przy wódce i zakąskach bawili się tutaj i prowadzili dyskusję o literaturze: Leopold Tyrmand, Marek Hłasko, Agnieszka Osiecka, Janusz Głowacki czy Edward Stachura. Duszą towarzystwa był Roman Polański, który pod „Kameralną” podjeżdżał skuterem. Jeśli w ciągu kilkunastu minut nie udało mu się nawiązać kontaktu z bywalcami lokalu wychodził i podobno mówił: „Ale dziś w „Kamerze” hujowe towarzystwo”.

W „Kameralnej” można spotkać było właścicieli drobnych zakładów, prostytutki, ale i plejadę polskich aktorów i artystów. Można było potańczyć na dancingu i wypić „koniak z południowymi owocami” czyli wódki z dwoma ogórkami. Nad wszystkim czuwali życzliwi barmani, kelnerzy i szatniarze. Często brali też od „artystów bez grosza” w depozyt zegarki za kieliszek wódki na krechę. Stawali się również mediatorami podczas pijackich burd. Najwyższa kara, jak wtedy mogła spotkać takiego delikwenta był zakaz wstępu do lokalu. Po każdej awanturze wyrzucano nie tylko delikwenta na ulicę, ale także ich palta i kapelusze. Szatniarze mówili mu „Dobrej nocy, Pan redaktor jest już zmęczony”.

Legendarną postacią tego miejsca był szatniarz Franio, który nie wpuszczał gości bez marynarki. Doskonale się również orientował, w kto w jakim celu przychodzi. Czy poderwać kobietę czy może donieść na kogoś UB.

Bywanie w SPATIF-ie było oznaką prestiżu. To tutaj od lat 50. do końca lat 70. spotykała się śmietanka artystyczna stolicy: aktorzy, filmowcy, literaci, ale także prostytutki i tajniacy. Legendarny lokal mieścił się w Al. Ujazdowskich 45 w siedzibie Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmu (dziś pod nazwą ZASP). To tutaj przy wódce, golonce i śledziku rozmawiano o „życiu”, rodziły się plotki, romanse, rozdawano role. To miejsce to kopalnia anegdot i nieprawdopodobnych historii, o Janie Himilsbachu, który na głos powiedział: „Inteligenci wypierdalać”. Wkurzony Gustaw Holoubek wstał od stolika i powiedział „Nie wiem jak wy panowie, ale ja wypierdalam”. O Marku Hłasce, który ściągał obrusy i tłukł szkło, a potem przepraszał. Następnego dnia robił znowu to samo.

Nad wszystkim panował Franio Król, który pełnił rolę nie tylko szatniarza „selekcjonera” przy wejściu, ale także wymieniał gotówkę, pożyczał pieniądze i plotkował. W kultowym lokalu podobno aktor Jan Świderski pobił krytyka Jana Kotta za złą recenzję z przedstawienia, w którym artysta występował. Aktorka Zofia Czerwińska miała powiedzieć na głos do tajniaków i donosicieli UB, którzy przesiadywali w restauracji – Czy w klubie MSW też jest tyle aktorów?. W latach 90. znajdowała się tu świecąca pustkami restauracja „U Aktorów”. Dziś mieści się Klub Spatif do którego zamiast aktorów i filmowców przychodzi poszaleć młodzież.

Jednym z ważniejszych miejsc na mapie PRL- owskich lokali była Kawiarnia Czytelnik. Ten niepozorny lokal na ul Wiejskiej, stał się kultowy dzięki pisarzowi Tadeuszowi Konwickiemu i i jego przyjacielowi aktorowi Gustawowi Holoubek, którzy przez cztery dekady siadali przy tym samym stoliku, blisko końca sali i dyskutowali o bieżących sprawach. Do ich stolika dosiadali się najwybitniejsi intelektualiści tamtych czasów: Janusz Głowacki, Stefan Kisielewski, Henryk Bereza, Zbigniew Herbert, Edward Stachura. Andrzej Łapicki i wielu innych. Każdy chciał się do nich przysiąść, podyskutować o sztuce, polityce czy literaturze. Nieograniczony dostęp do stolika miał Jan Himilsbach, który zawsze zaczynał rozmowę od słów: „Panowie poznałem fajną dziewczynę”.

Legendarną bufetową „Czytelnika” była Jadwiga Włodek, która, jak żadna inna bufetowa opiekowała się gośćmi, tworząc domową atmosferę tego miejsca. Wysłuchała, doradziła, podała pierogi, przyniosła obiad z porządną porcją kartofli i surówki. 6 marca 2008 roku w dniu śmierci Gustawa Holoubka, Tadeusz Konwicki przyszedł do lokalu, sam. Wypił kawę, zapalił papierosa. Oddając filiżankę do bufetu, powiedział: To było by na tyle. Od tamtej pory w Czytelniku już się nie pojawił. W ten sposób pisarz zlikwidował legendarne miejsce spotkań. Dziś do „Czytelnika” przychodzą głównie na obiad pracownicy pobliskich korporacji. Nie pracuje też już legendarna bufetowa. Pani Jadwiga w 2016 roku zmarła.

Maciej Łukomski

Zobacz także:

Antoni Pawlicki: Mam nadzieję, że jeszcze przede mną wiele ciekawych ról

Krystyna Janda: Mistrzyni monodramów

Sopot; miasto na weekend

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o