Recenzja: „Pierwsza randka” w Teatrze Komedia

Fot: mat. prasowe Teatru Komedia

„Pierwsza randka” w warszawskim Teatrze Komedia to polska prapremiera broadwayowskiego hitu z 2013 roku, który odniósł duży sukces w kilkunastu krajach na całym świecie.

Bohaterami spektaklu jest Aaron (Tomasz Dudkiewicz) i Casey (Jolanta Fraszyńska), którzy spotykają się na pierwszej randce. Już po kilku minutach odkrywają, że do siebie nie pasują. Casey to pewna siebie, dobrze ubrana czterdziestolatka, Aaron to nieśmiały mężczyzna w średnim wieku, popełniający co chwile na randce jakieś gafy. Ta sympatyczna para, z każdą kolejną minutą będzie miała siebie dość. Spotkanie skończy się nieoczekiwanym zwrotem akcji…

Musical rozprawia się z mnóstwem stereotypów towarzyszących relacjom damsko  – męskim, zwłaszcza na pierwszej randce. Mamy więc nieśmiałego faceta, kobietę tęskniącą za dawną miłością, czy momenty, kiedy para nie wie o czym ze sobą rozmawiać. Przez dwie godziny słuchamy pary głównych bohaterów, którzy siedzą przy stoliku i opowiadają historie ze swojego życia. Będzie więc o ex narzeczonej Aarona, teraupecie Casey czy jej byłych chłopakach. Od czasu do czasu do czasu ta „fascynująca” historia przerywana jest retrospekcjami z życia głównych bohaterów. Kiedy na scenie naprawdę robi się nudno, a kolejni widzowie przysypiają, ich sen przerywa mało przebojowa piosenka i kolorowe światła. Spektakl ratuje aktorstwo Tomasza Dudkiewicza i Jolanty Fraszyńskiej. Tomasz Dudkiewicz udowadnia, że jest świetnym aktorem, który potrafi zbudować znakomitą rolę, w której jest cała paleta emocji. Zachwyca teatralną metamorfozą Jolanta Fraszyńska – w tej roli potrafiła zmieścić nie tylko ironie i dystans do siebie, lecz także wzbudzić u widza wzruszenie.

Doprawdy nie wiem, po co Tomasz Dudkiewicz – reżyser spektaklu i Dyrektor Teatru Komedia – zdecydował się wystawić ten tekst, który jest stekiem banałów i zbiorem mało śmiesznych żartów. Po dwudziestu minutach, historia opowiadana ze sceny nuży, a to uczucie potęguję jeszcze bardziej statyczna akcja przedstawienia. Niestety, nie wiele pomagają kolorowe światła, wizualizacje i lustrzana podłoga, kiedy na warsztat bierze się sztukę o niczym. Zrobiony „metodą chałupniczą” musical w Teatrze Komedia to strata czasu. Do tego wniosku na premierowym spektaklu doszło kilku widzów, którzy w czasie spektaklu opuścili widownię. Zrobił to też jeden z czołowych aktorów Teatru Narodowego. Ci, którzy dotrwali do końca na premierze „Pierwszej Randki”, mieli szansę uczestniczyć w popremierowym bankiecie, który z całego wieczoru spędzonego w teatrze okazał się najciekawszy.

Maciej Łukomski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.