Hanna Szczubełek – kronikarka Pałacu Kultury i Nauki: W tej pracy nie można narzekać na nudę

Hanna Szczubełek

Hanna Szczubełek\ Fot: archiwum prywatne

Hanna Szczubełek legendarna kronikarka Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie mówi, że nie zamieniła by tej pracy na żadną inną, pomimo, że pracuję w najwyższym budynku w Polsce 59 lat! W wyjątkowym wywiadzie opowiedziała Nam m.in. o listach, jakie przychodziły do Pałacu i zdradziła, jakie zwierzęta zamieszkują tutaj.

Dzień Dobry Pani Haniu.

Hanna Szczubełek: Dzień Dobry. Jest mi niezmiernie miło, że mogę przybliżyć Państwu sprawy Pałacu Kultury i Nauki, w którym pracuję 59 lat. W związku z tym od zawsze interesowałam się historią Pałacu, bo to nie tylko mury i budynek, ale także ludzie tworzący klimat tego miejsca i wiele interesujących wydarzeń, które odbywają się na terenie tego najwyższego budynku w Polsce.

Jak Pani trafiła do Pałacu Kultury i Nauki?

Do Pałacu trafiłam świadomie i z wyboru. Po ukończeniu liceum poszłam na specjalistyczny kurs korespondencji biurowej, maszynopisania i stenografii. Po ich ukończeniu za pierwsze trzy miejsca gwarantowano pracę. Miałam do wyboru kilka miejsc pracy. Jednym z nich była praca w Pałacu Kultury i Nauki. Ponieważ miałam tu najbliżej, to wybrałam pracę tutaj. Z moim przyjęciem do pracy wiąże się śmieszna historia. Prywatnie byłam  drużynową. Wróciłam właśnie z rajdu i dostałam telegram, aby zgłosić się do kadr. Na spotkanie ze swoim przyszłym szefem przyszłam w mundurku harcerskim (śmiech). Kiedy mnie zobaczył, zdziwił się i powiedział: My tu nieletnich nie przyjmujemy, a miałam wtedy 19 lat.

Hanna szczubełek. kronika

Kronika Pałacu

Jakie wydarzenie w Pałacu najmilej Pani wspomina?

Trudno powiedzieć. Przez ten czas jak tu pracuję, było tyle imprez i spotkań z gośćmi, że nie sposób wszystkich wymienić. Jeśli do Pałacu przybywali tzw. „oficjele” to zdarzało się, że ich oprowadzałam. Były dwa rodzaje delegacji o charakterze tzw. partyjno rządowym i goście Zarządu Pałacu. Miałam okazję poznać wiele osób m.in.: obu szefów ONZ, Premiera Cejlonu, króla Malezji, Jurija Gagarina, Walentynę Tiereszkową. Pewnego razu w Pałacu odbywało się Międzynarodowe spotkanie Esperantystów. W ciągu jednego dnia zdarzyło się, że w budynku oprócz turystów, znajdowało się 5 tysięcy gości.

Za co Pani lubi Pałac Kultury?

Już tyle lat tu pracuję, że można się przywiązać do tego miejsca, jak do rodzinnego domu. Jeden z dziennikarzy napisał nawet, że „wzięłam ślub z Pałacem”. Coś w tym jest (śmiech). Kiedy byłam inspektorem ds. organizacji w wydziale organizacyjno prawnym, jednym z moich obowiązków było pisanie kroniki. Ówczesny dyrektor Pałacu Stanisław Barszczewski bardzo chciał, żeby wszystkie wydarzenia tu się odbywające zachować dla potomnych.
W latach 50. zarząd Pałacu sprawował piecze także nad Łazienkami Królewskimi. Znajdował się u nas wydział zieleni, który zajmował się m.in. remontami Starej Pomarańczarni czy Pałacyku Myśliwieckiego. W lato często się zdarzało, że w Łazienkach pracowaliśmy. Mieliśmy tu np. hodowle tulipanów czy karpia, którego dostawaliśmy na święta. Zawsze w Pałacu dużo się działo i nie można było narzekać na nudę.

Jakie dziwne plotki na temat Pałacu Pani słyszała?

Sporo ich było. Dziennikarze napisali np w gazecie, że z Pałacu do KC prowadzi tajemny korytarz, co nie jest prawdą. Przecież w tej okolicy pod ziemią biegnie kolej. Uważano także, że korytarz prowadzi do trybuny rządowej, znajdującej się na Pl. Defilad. A to są po prostu trzy pomieszczenia: pokój wypoczynkowy, kuchnia i sanitariat.

Do Pałacu przychodziły też różne listy?

Pałac utożsamiano z wysokim budynkiem. Uważano więc, że znajdują się tu wysokie urzędy państwowe, że swoją siedzibę pewnie ma tu KC czy premier. Dostawaliśmy oferty kupna Pałacu, pytano się w listach o możliwość wynajmu tu mieszkania. Otrzymywaliśmy również listy od dzieci, które uważały, że mieszka tutaj Św. Mikołaj. Pewnego razu napisała list dziewczynka, która chciała od Mikołaja dostać piłkę i materac dmuchany. Zrobiliśmy zrzutkę i spełniliśmy jej prośbę. Pewnie, jak dostała prezenty, to uwierzyła, że mieszka tu Mikołaj (śmiech). Kiedyś do Pałacu napisał góral z miejscowości k. Nowego Targu list o takiej treści: „Kochany Pałacu, od paru lat prawoce się z sąsiadem o miedzę i on mi stale zaorywuję ziemię. Jest taki przewrotny i jak ja buduję stodołę to mi sypie do zaprawy sól i cukier, żeby się nie wiązała”. Sporo było listów. Teraz też czasami ludzie na ten adres listy przysyłają.

Podobno Pałac ma bogatą faunę i florę?

Tak. Na Pałacu mieszkają sokoły wędrowne. Jak był remont iglicy to przeniosły się na pobliskie wieżowce. Po remoncie wróciły z powrotem do nas. W piwnicach Pałacu mieszkają koty, które mają tu swoje pomieszczenie, opiekuna i jedzenie. Często pokarm kotów wyjadała łasica, która przychodziła z pobliskiego parku. Na XV piętrze Pałacu żyją pustułki. Z kolei stacja badawcza PAN kiedyś policzyła, że w szczelinach Pałacu rośnie 117 gatunków roślin i porostów.

Co Pani by powiedziała tym, którzy chcieli zburzyć Pałac?

Każdy ma prawo do swojego zdania. Ale trzeba mieć jeszcze istotne argumenty. Kiedyś na ten temat wypowiadał się ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, to wyglądało to tak, jakby nigdy nie był w tym budynku. Chciałam go nawet oprowadzić. Z zaproszenia jednak nie skorzystał. Pałac zawsze obroni się swoją funkcjonalnością. Jest tu przecież tyle muzeów, teatrów, biur czy kino. W Narodowym Archiwum Cyfrowym jest zdjęcie z 1936 r, które dotyczy wystawy Warszawa Przyszłości. Na fotografii nad makietą stolicy stoi prezydent Ignacy Mościcki i prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Na zdjęciu widać też sylwetkę Pałacu, który miał stanąć po praskiej stronie, wybuch wojny przerwał jednak te plany. bez attyk wyglądałby łudząco podobny jak obecny Pałac.

Podobał się Pani pomysł Patryka Jakiego, aby otoczyć Pałac parkiem?

Od ponad 60 lat okolice Pałacu zieją nudą. Za mało jest zieleni. Chociaż ostatnio roślinność w donicach pojawia się przed wejściem do budynku. To jednak zdecydowanie za mało.

Pracuję Pani 59 lat w Pałacu. Nie znudziła Panią ta praca?

Nie. Tutaj ciągle coś się dzieje. Kiedyś prowadziliśmy ożywioną korespondencję i wymianę z KDL (Kraje Demokracji Ludowej – Węgry, Bułgaria, Czechosłowacja, ZSRR). Wymienialiśmy się serwisami fotograficznymi. Odbywały się liczne wyjazdy na spotkania do ambasad, ośrodków kultury. Odskocznią od codzienności biurowej były wizyty w Łazienkach Królewskich, którymi się Pałac opiekował. Teraz też nie brakuję wydarzeń i spotkań. Zresztą kiedyś olbrzymią nobilitacją była praca w Pałacu.

Dziękuję za rozmowę.

Hanna Szczubełek:

Chciałam jeszcze dodać, że serdecznie zapraszam Państwa do odwiedzenia Pałacu. A jeśli mają Państwo ew. pytania do mnie, to jestem do dyspozycji. Z chęcią na nie Państwu odpowiem.

Rozmawiał: Maciej Łukomski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o