„Lanny” Maxa Portera. Recenzja książki

Fot. pixabay.com

Forma sztuki oparta na dziwnych, atypowych, nietuzinkowych fundamentach, nieraz skomplikowanych w odbiorze dla nieprzyzwyczajonego do specyfiki niekonwencjonalnych zwrotów do czytelnika odbiorcy, a z każdą kolejną próbą interpretacji pozostawiająca w głowie dużo więcej enigmatycznych pytań niżeli odpowiedzi to najprostsza ze zdecydowanie niełatwych dróg podsumowujących nominowaną do Nagrody Bookera 2019 wieloformatową powieść Maxa Portera ,,Lanny’’.

Nie sposób odchodzić od niej z dystansem i przynajmniej po części niedraśniętą psychiką, kiedy refleksje nachodzące myśli po odłożeniu jej na półkę, pomimo jej stosunkowo niewielkiej objętości, kiereszują i detronizują czytelnika, porozumiawszy się z nim za pomocą prostych, nieskomplikowanych sentencji, niekiedy wyrwanych z kontekstu pojedynczych wypowiedzi, które połączone ze sobą jedna po drugiej tworzą pełną refleksji sekwencję, wertują aż do Mount Everest poziomów ludzkiej mentalności, wyszydzając nienawiść i pogardę.

Skupiwszy się jednak na rozwinięciu oryginalnych i nierzadko nieakceptowanych społecznie osobowości. ,,Lanny’ego’’ nie da się jednoznacznie określić w kategoriach gatunkowych, gdyż łączy on w sobie zarówno elementy fabuły wykreowanej na potrzeby powieści literatury pięknej, jak i w przytłaczająco dużej mierze angażuje czytelnika w pełną tajemnic i mistyczności podróż po oddalonym zaledwie o godzinę od Londynu świecie leśnej fantastyki, która jest jednak jedynie skrzętną przykrywką i motorem do odkrycia metaforycznych i alegorycznych warstw, jakie Porter ujmuje w porażająco trafione słowa opisujące zabójczo skuteczne mechanizmy, jakimi ludzkość od lat kieruje się w wyborze tego, co nie zważywszy na szczęście i bezpieczeństwo innych, wybieramy po to, by dogodzić własnym upodobaniom.

Ta dalece nieuporządkowana i, trzeba to powiedzieć głośno, stanowczo nie przeznaczona do odbioru dla każdego statystycznego czytelnika pozycja, za pośrednictwem historii małego chłopca o ponadprzeciętnej inteligencji, wrażliwości, która niekiedy dogłębnie porusza, a nawet i nieco martwi jego najbliższych oraz aspiracjach do zgłębienia świata takim, jaki ukrywa się przed większością populacji, traktuje o naszej nierzadko twardo zadeptanej potrzebie realizacji własnych marzeń, która pod płaszczykiem pogrążonej w rutynie rzeczywistości nigdy ostatecznie nie znajduje drogi w świetle dziennym.

Kilkuletniego Lanny’ego matka posyła na lekcje rysunku do owianego plotkami i podbarwionego małomiasteczkową zazdrością i niedorzecznościami miejscowego artysty, który swoje w życiu wycierpiał, lecz w przekornym tonie wciąż potrafi zachować w sobie nutkę ironii i dobrego humoru, który tak magnetycznie działa na chłopca.

W okolicy czai się jednak niewypowiedziane zło – od setek lat zachowany jedynie za pośrednictwem dziecięcych bajek obraz Praszczura Łuskiewnika, leśnego demonicznego stworzenia, które swoim nieprzejednanym obliczem, pełnym nieprzewidywalności i zgrozy, wielkimi krokami powraca na łono wioski, przypatrując się wracającym ze szkoły uczniom, wysłuchując najskrytszych sekretów zakorzenionych w niesatysfakcjonującej codzienności mieszkańców miasta, w niewiadomy sposób kierując ich losem, by w końcu wybrać spośród nich osobnika, który swoim gorącym sercem zapragnie obdarzyć go zaufaniem i nadzieją, dołączając do niego w świecie, w którym nikt nie zdoła się przed nimi uciec.

Wybór jest oczywisty – nadzwyczaj dojrzały jak na swój wiek Lanny, pełen pytań o rzeczywistość, której odbiór w jego przypadku zbyt często pozostaje enigmatycznym ambarasem, zostaje wystawiony na próbę, wskutek której na jaw wyjdą skrajne emocje i przerażające skłonności jego najbliższych do czynienia zła, które już na zawsze zweryfikują ich rodzinne relacje.

Finalne wnioski po przeczytaniu ,,Lanny’ego’’ sformułować mogę na podstawie 3 części, z jakich składa się ta nietuzinkowa powieść. Pierwsza z nich to spowiedź samego Łuskiewnika, który przysłuchawszy się rozmowom i wyznaniom zmęczonych życiem mieszkańców wioski głośno akcentuje swoje mistyczne plany wobec znalezienia pokrewnej duszy. Drugą częścią jest nieco bardziej zgłębiony element fabularny, który pokrótce przedstawia i opisuje codzienność Lanny’ego i jego rodziny – obraz przejmujący i niezwykle ciekawy, zarysowujący bohaterów w pochłaniająco interesujące jednostki, których pomimo ciężkiego w odbiorze języka charakteryzującego każdego z nich (brak tu powiem klasycznego opisu, lecz postaci pojawiające się na kartach powieści po części prezentują czytelnikowi samych siebie w ramach kilku zdaniowych wypowiedzi lub za pośrednictwem wymienianych między sobą dialogów) mamy niezmierną ochotę śledzić dalej.

Chłopiec nie boi się otwarcie zadawać rodzicom niewygodne i niekiedy abstrakcyjne pytania, czym wywołuje zarówno w swoich opiekunach jak i w czytelniku zmieszanie i podziw, który nieraz miesza się również z ogromnym zadziwieniem, spowodowanym jego nad wyraz daleką mądrością i roztropnością jak na tak młody wiek.

Końcowa faza ,,Lanny’ego’’ to zaś punkt kulminacyjny, czyli finalna sekwencja, w której mamy okazję zespolić ze sobą wszystkie wnioski, jakie autor przesyła jedynym w swoim rodzaju stylem dogłębnie oceniającym i piekielnie prawdziwie podsumowującym brudne motywy, jakimi na co dzień kierujemy się w swoich życiowych wyborach.

Ta książka jest niezwykle specyficznym rodzajem literatury, który wielu zapewne odstraszy i zdemotywuje do sięgnięcia po nią – nie reprezentuje ona bowiem znanego nam wszystkim schematu, w którym główną rolę przekrojoną dialogami pełni proza opisująca świat przedstawiony.

,,Lanny’’ to zbiór filozoficznych, nie od razu klarownych w odbiorze i wystosowanych szczególnie do dorosłej części odbiorców spostrzeżeń, które pomimo wyśrodkowania i ustabilizowania ich ciężkości mniej więcej w połowie powieści, stanowczo nie są skierowane do czytelnika bezrefleksyjnie i płytko, a z niekiedy niełatwym w wyczuciu podskórnym, uszczypliwym przekazem.

Dla jasności – nie rozmawiamy tutaj również o kopalni metaforycznych przemyśleń ani utopijnych deliberacji – ,,Lanny’’ to dawka poetyckich egzystencjalnych rozważań ulepionych z bardzo delikatnego i specyficznego stylu pisarskiego, który łączy w sobie elementy osobliwej satyry z w miarę prostą i niewyszukaną fabułą, do której jednak nieraz ciężko dokopać się w tak daleko idącym przytłoczeniu językiem, który nie dla każdego stanowi łatwy do zgryzienia orzech.

Poprzez nieoczywistą estetykę słowa w miarę przystępna historia staje się jedynie tłem dla pogmatwanej sfery zrozumienia zamysłu autora, którego niestety w niektórych momentach ciężko jest się domyśleć bez chwili poświęconej na odrzucenie warstwy dosłownej, by dokopać się do tego, co w ,,Lanny’m’’ głęboko ukryte – prawdy o nas samych opowiedzianej w zabójczo trafny i wbijający szpilki w najwrażliwsze miejsca człowieczego sumienia sposób.

Choć nie jest to wybór oczywisty, twórczość Portera stanowczo zasługuje na wypunktowanie i wyróżnienie z tłumu autorów literatury pięknej, którzy w żadnym stopniu nie dorównują jego umiejętnościom grania tekstem, bajerowania czytelnika tajemniczą bajkową historyjką tylko po to, by już za kilka chwil z powrotem wyprowadzić go na manowce i poruszyć znacznie poważniejsze kwestie.

To powieść o nas samych, choć aby wyciągnąć z niej prawdziwą kwintesencję, należy poważnie się nad nią pochylić i z wielką precyzją wczytywać się w każde najkrótsze zdanie. Niełatwa w odbiorze, nieoczywista i nieco zbyt przeszarżowana i podkoloryzowana, szczególnie w punkcie zakończenia.

Samo jednak rozwinięcie aspektu fantastycznego nie jest dla fana tego gatunku sprostające oczekiwaniom. Dlatego nie dajcie się zwieść opisowi, który ,,Lanny’ego’’ charakteryzuje jako dzieło stricte z tej półki. To powieść górnolotnych przemyśleń o twardym stąpaniu po ziemi, o nieco depresyjnym i melancholijnym charakterze, jednak niezwykle wartym przewertowania.

Mary Kosiarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.