„Nad Czarnym Jeziorem” z Agatą Kuleszą w Teatrze Ateneum. Recenzja

stojące osoby

„Nad czarnym jeziorem” reż. Iwona Kempa, fot. Bartek Warzecha / bartekwarzecha.com

W polskim teatrze „specjalistą” od wystawiania sztuk niemieckiej dramatopisarki Dea Loher jest Paweł Miśkiewicz, który do tej pory wystawił jej trzy dramaty: „Przypadek Klary”, „Niewina” i „Całopalenie”. Spektakle spotkały się z życzliwym przyjęciem krytyki teatralnej i publiczności. Jej jednym z ostatnich dramatów jest sztuka „Nad Czarnym Jeziorem”. Warszawski Teatr Ateneum jest pierwszym polskim teatrem, który wprowadza ten dramat do stałego repertuaru.

„Nad Czarnym Jeziorem” to opowieść o spotkaniu dwóch par, które spotykają się cztery lata po śmierci swoich potomków. Ich dzieci popełniły samobójstwo. Rodzice jeszcze raz próbują skonfrontować się z przeszłością, odtworzyć minione wydarzenia, znaleźć winnego. Z początku sympatyczne spotkanie rodziców, z czasem zamienia się w okrutną psychodramę na śmierć i życie. Pojawiają się konflikty, ból, rozpacz i strzępy wspomnień. To opowieść o winie, karze i bezwarunkowej miłości do dziecka.

Specyficzny język dramatu – powtarzania i nie kończenia fraz, białego wiersza, przerw, pogłębia jeszcze te mroczną opowieść.

Na małej scenie 61 Teatru Ateneum, aktorzy siedzą na zwykłych krzesłach obok publiczności, nie ma dekoracji, rekwizytów, wymyślnych kostiumów. Jest tylko wstrząsająca historia, która długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

Przez ponad godzinę oglądamy spektakl tętniący emocjami, który z każdą kolejną minutą wbija widza w fotel. Aktorski kwartet znakomicie radzi sobie z różnymi odcieniami emocji i zaskakuje wyrazistymi scenicznymi osobowościami. Słowa uznania należą się: Magdalenie Schejbal, Wojciechowi Brzezińskiemu i Sławomirowi Maciejewskiemu.

Wybitną kreacje w tym spektaklu tworzy Agata Kulesza. Jej monolog, podczas którego patrzy prosto w oczy Else i monolog kończący sztukę jest aktorskim majstersztykiem. Obserwowałem podczas spektaklu siedzącą po drugiej stronie sceny czterdziestolatkę, która co chwilę ocierała ukradkiem łzy. W tym właśnie tkwi siła tego spektaklu, który nie pozostawiać widza obojętnym. Wciąga widza od pierwszej do ostatniej sekundy. „Nad czarnym jeziorem” w Ateneum w reżyserii Iwony Kempy to przedstawienie ostre, jak brzytwa. Pozycja obowiązkowa.

Maciej Łukomski

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.