Krystyna Janda: Życie przez zaniechanie nie jest ciekawe

Krystyna Janda w kultowym monodramie „Shirley Valentine”, fot: Adam Kłosiński/ mat. teatru

KRYSTYNA JANDA to wulkan energii. Występuje rocznie w 300 spektaklach, reżyseruje, gra w filmach, śpiewa, wydała kilka płyt i książek, publikuje felietony w miesięczniku Pani, prowadzi bloga i kieruje Fundacją Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury, w ramach której działają Teatr Polonia i Och -Teatr.

Bycie osobą publiczną powoduję, że musi Pani ciągle kontrolować, to co mówi i robi. Czy na dłuższą metę nie bywa to męczące?

Krystyna Janda: Nie, nie odczuwam tego jako rzeczy męczącej, to raczej oczywiste. Jestem w tym zawodzie i środowisku 45 lat i wiele rzeczy odbieram jako naturalne.

Co Pani sądzi o tych, którzy robią karierę za pomocą skandali i bywania na bankietach?

Krystyna Janda: O, nie bardzo się tym zajmuję. Nie orientuję się także, czy ci ludzie tylko bywają czy bywanie uznają za część zawodu. A skandale? Myśli Pan, że są zaplanowane? Może. Jest mi to obce.

Jeszcze kilka lat temu dziennikarzy interesowało jak się udała premiera w teatrze, czy aktorzy dobrze zagrali, jak sobie poradził reżyser. Dziś relacje z premier sprowadzają się do tego jaką sukienkę założyła znana aktorka. Kogo winić za taki stan rzeczy? Dziennikarzy, którzy ogłupiają  Naród czy społeczeństwo, które chce takie rzeczy czytać?

Krystyna Janda: Tak, wiele się zmieniło. Te całe cyrki z ubieraniem się, to przyszło z zachodu i jest wiernie kopiowane. Prasa kolorowa, programy telewizyjne o ubieraniu się i gwiazdach, i sposobie życia, a nie grania. Wszystko to są wierne kopie wzorów skądinąd, nawet prowadzący są wybierani podobni. Widocznie są zainteresowani tym odbiorcy i można na tym zarobić, inaczej by tego wszystkiego nie było. Czy kogoś winić? Jest na to popyt i tyle, a czego to ludzie nie zrobią i nie powiedzą dla pieniędzy… Taki świat. Taki czas. Takie zapotrzebowanie. Zapotrzebowanie na powierzchowność.

Według badań OBOP – ponad połowa Polaków nie chodzi do kina, teatru, muzeum. Co powinno się zrobić, żeby więcej Polaków zaczęło uczestniczyć w życiu kulturalnym swojego miasta?

Krystyna Janda: Trzeba by stworzyć snobizm chodzenia. To trudne. To także zadanie dla działów PR wszystkich instytucji kulturalnych. Nie wiem. Myślę, że barierą, i to istotną, są też pieniądze, a nie tylko brak potrzeby czy życie w środowiskach, w których te sprawy nie istnieją. Bez czytania, kina, teatru, wystaw, kultury da się żyć, od braku tego się nie umiera – tylko życie jest inne, a to dla wielu ludzi już nie jest problem.

Krystyna Janda w spektaklu „Pomoc domowa”, Fot: Kasia Chmura Cegiełkowska/ mat. teatru

Prowadzi Pani dwa teatry, nie boi się trudnych wyzwań. Po kim Pani odziedziczyła życiową zaradność?

Krystyna Janda: Nie wiem. Kiedy myślę o swojej rodzinie, widzę, że wszyscy byli i są dość aktywni. Ale chyba nie ma w tym nic nadzwyczajnego. I, co istotne, nie ma w niej nikogo, kto ma własny biznes, jak to się ładnie nazywa. To inteligencja pracująca, według dawnej nomenklatury.

Jakie cechy trzeba w sobie pielęgnować, żeby stać się osobą sukcesu?

Krystyna Janda: Także nie bardzo umiem na to odpowiedzieć. Chyba pasję do rzeczy, która dominuje życie i myśli, robi to życie ciekawym i owocnym. Satysfakcja i sukces przychodzą wtedy jakby same. Pasja, talent do czegoś, co sprawia, że praca zamienia się w przyjemność.

Prowadzenie dwóch prywatnych teatrów, które grają 850 spektakli rocznie, to nie tylko same sukcesy, ale także wiele problemów. Czy był taki moment  przez te ostatnie 1o lat działalności Fundacji, że miała Pani wszystkiego dość i najchętniej zamknęła teatry?

Krystyna Janda: Wielokrotnie, ale tylko na moment. Po chwilach załamań przychodzą otrzeźwienia i świadomość, że ten wybór drogi życiowej daje jednak satysfakcję, a problemy są ze wszystkim, wszędzie i to też jest normalne. Z każdego działania wynika jakiś skutek i konsekwencje, jak mówię w Shirley Valentine. Życie przez zaniechanie nie jest ciekawe.

Jest Pani przykładem osoby, która nigdy się nie poddaje, dąży do wyznaczonych celów, potrafi sobie poradzić z problemami.Wielu osobom brakuję wytrwałości, w realizowaniu swoich marzeń, celów. Co robić żeby się w życiu nigdy nie poddawać ? 

Krystyna Janda: Ale ja nie stawiam sobie celów. Nie wiem, jak to nazwać, to się „samo robi” z potrzeby działania, z potrzeby teatru, z potrzeby kreacji w sensie tworzenia za przeproszeniem, bo coraz rzadziej używam wielkich słów. A problemy? No cóż, przez te dziesięć lat było ich naprawdę dużo, były też sytuacje, które wydawały się bez wyjścia, ale jakoś daliśmy sobie radę. Nie jestem w tej Fundacji sama. Dla wielu osób tu pracujących to także ich życie, to, co robimy i z czym się zmagamy. A to fascynujące życie, zaręczam.

Zdarzało się, że grała Pani po 30 spektakli w miesiącu. Jak w takiej sytuacji aktor radzi sobie ze znużeniem i zmęczeniem?

Krystyna Janda: Jakoś granie mnie męczy, ale umiarkowanie, tak bym to nazwała. Zresztą wieczorne spektakle to tylko zwieńczenie moich dni urzędowania jako szefowa fundacji, szefowa artystyczna czterech scen. Dużo spotkań, czytania, podejmowania decyzji. Przyzwyczaiłam się. Od dwóch i pół roku nie zrobiłam nowej roli, bo uważam, że zbyt dużo gram. Ale to także nie jest jakiekolwiek rozwiązanie. W tym roku zrobię nowe rzeczy, a wyrzucę stare. Mimo że wciąż się sprzedają.

Spektakle, w których Pani występuję, grane są latami, po 200, 300, 400 razy. Shirley Valentine zagrała Pani 1000 razy… Co robi aktor, żeby nie popaść w rutynę ?

Krystyna Janda: Tak, mam kilka ról, które mogłabym grać całe życie i one by mnie utrzymały, mogłabym być właściwie aktorką dwóch, trzech ról i nie podejmować ryzyka robienia nowych. Zastanawiałam się nad tym, bo rozstania z rolami są trudne, czasem dramatyczne, jak rozstania z kochanymi osobami. A rutyna? Czasem mi się nie chce, naprawdę, i gram „rutynowo”, ale po paru minutach to mija… Scena jest moim naturalnym środowiskiem, powiedziałabym, jestem na niej w sposób harmonijny ze sobą, do niczego się nie zmuszam, ale też nie powtarzam schematu, co wieczór opowiadam coś na nowo… nie umiem tego wytłumaczyć…

Wiele interesujących premier zobaczymy w tym roku, w Teatrze Polonia i Och-u  m.in. komedia kryminalna w reżyserii Cezarego Żaka, druga część Sexu dla opornych, czy nowa wersja Kto się boi Virginii Woolf ?  A Pani na którą z premier najbardziej czeka ?

Krystyna Janda: Na każdą. Mamy w planach dziesięć premier tego roku, wszystko, co Pan wymienił, ale także bardzo czekam na monodram na małej scenie Polonii w reżyserii pana Łukasza Kosa, czekam na Happy now? Adama Sajnuka, niespokojnie czekam na nową Callas z Andrzejem Domalikiem, planujemy debiut reżyserski Izy Kuny. Pojawią się też nowi aktorzy, którzy dotąd u nas nie grali. Zobaczymy.

Rozmawiał: Maciej Łukomski

 

KRYSTYNA JANDA

Absolwentka PWST w Warszawie. Zadebiutowała rolą Maszy Kułygin, w dramacie Trzy Siostry Czechowa, w reżyserii Aleksandra Bardiniego w Teatrze Telewizji w 1974 roku. Jej debiutem filmowym, była rola Agnieszki w filmie Andrzeja Wajdy Człowiek z marmuru z 1976 roku. Od tamtej pory gra nieprzerwanie w filmach oraz teatrze. W latach 1975- 1987, związana była z warszawskim Teatrem Ateneum, następnie przez 18 lat ze stołecznym Teatrem Powszechnym. W teatrze zagrała około 70 ról. Ma w repertuarze wiele monodramów m.in. kultowy spektakl Shirley Valentine, w  którym gra od 27 lat. W 2004 roku razem z mężem Edwardem Kłosińskim założyła Fundacje Krystyny Jandy na Rzecz Kultury. Jest laureatką wielu nagród przyznawanych w Polsce i na świecie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o