Ewa Szykulska: Uduszą mnie słowa i palenie papierosów.

Fot: Patrycja Płanik

EWA SZYKULSKA zachwyciła publiczność i krytyków filmowych rolą zmysłowej Panny Joli w Hydrozagadce,  w 1970 roku. Od tamtej pory zagrała w 100 filmach fabularnych i serialach telewizyjnych, ma też na koncie ponad 40 ról teatralnych.

Skąd pomysł, żeby zostać aktorką?

Zadaje Pan to pytanie aktorce, która jest na etapie zmierzchu zawodowego. Liczy Pan na moją pamięć wsteczną? Dobrze, cofamy się o 50 lat. To nie znaczy, że nie można grać, nie chce się grać, jak się ma 70 albo 100 lat.

Jak Danuta Szaflarska.

Nasza maestra Danuta jest poza konkurencją!! Jest wspaniała. Pamiętam, jak przy okazji promocji kalendarza „Kobiety kina”, trzymałam filigranową Danusie na kolanach … Wracając do Pana pytania… Każdy może wymyślić bzdury, dlaczego wybrał ten zawód. Duży odsetek dziewczyn marzy o tym, żeby zostać aktorką. Ze mną było podobnie. Kiedy byłam mała lubiłam się przebierać, malować szminką mamy. Jestem osobą rozkojarzoną, która robi parę rzeczy na raz i żadnej nie kończy. Wejście na scenę czy gra przed kamerą powoduje, że muszę się skupić i zmobilizować. Na kilka godzin odrzucić swoje życiowe rozchełstanie.

Z perspektywy czasu wybrałaby Pani jeszcze raz ten zawód?

W szkole teatralnej nie zdawałam sobie sprawy, co na łeb biorę, ale myślę, że wybrałabym ponownie aktorstwo. Są aktorzy, którzy pracują, żeby zapłacić rachunki, dowartościować się rozpoznawalnością. Są też tacy, którzy żyją po to, żeby od czasu do czasu znaleźć się na scenie. „Łażenie po scenie” sprawia mi radość. Radość sprawiają mi też przeżycia, które miewamy w tzw. akcie twórczym. To są cudowne chwile. Takie krótkotrwałe orgazmy sceniczne. O ile dobrze pamiętam w realu czym to jest:) (śmiech). To życie przed kamerą, czy w teatrze jest zdecydowanie ładniejsze od codzienności.

Uroda pomaga aktorowi w zawodzie, czy wprost przeciwnie?

Na pewno pomagała, skoro teraz, mając 66 lat, nie dostaje tylu propozycji, co kiedyś. Próbuje nie robić z tego problemu. Trzeba mieć pokorę do tego, że ciało się starzeje i uroda przemija, jak sen jaki złoty… Mówią, że ważniejsze od urody jest fajne wnętrze, bo to ono podobno interesuje ludzi. Z zazdrości nie zachwycam się paniami  po botoksach. Wszystkie są podobne do siebie. Nie wiedzą, że odbierają sobie charakter i stają się takie same. To jest pewien rodzaj okaleczenia.

Zaraz po szkole teatralnej zagrała Pani w wielu świetnych filmach dziś uważanych za kultowe. Krytycy i publiczność zachwycali się Pani talentem i urodą. Nie odbiła Pani wtedy woda sodowa do głowy?

Nie pamiętam. Ostatnio zastanawiałam się, że gdybym dzisiaj miała 20 lat, to musiałabym, o zgrozo, chodzić na te tłumne imprezy, zmieniać sukienki jak rękawiczki, a ja nie mam wielu sukienek. Po szkole teatralnej byłam otoczona fantastycznymi artystami, którzy wtedy byli awangardą w sztuce. Ja do nich dołączyłam, na szczęście dla mnie, i nie miałam czasu, żeby się mizdrzyć i wyglądać, jak spikerka telewizyjna.

Od którego reżysera najwięcej się Pani nauczyła?

Od Janusza Kondratiuka, mojego pierwszego męża. Nasiąkłam jego sposobem patrzenia na świat, na to co jest ważne, a co tylko śmieszne. Chodźmy na papierosa…

Sporo Pani pali?

Sporo. Baba, która miała dwie operacje na krtań, nie powinna palić. Uduszą mnie słowa i palenie papierosów. Papierosy i aktorstwo to najdłuższe samobójstwo świata.

W czasie przerwy na papierosa, opowiadam Pani Ewie o najnowszym spektaklu w reżyserii Krystyny Jandy „Udając Ofiarę” w Och – Teatrze, który obejrzałem kilka dni wcześniej. To w tym teatrze przez kilka lat Ewa Szykulska grała w kultowym spektaklu „Miss Hiv” Macieja Kowalewskiego.

Podziwiam i szanuję Krystynę Jandę za to, co robi.

Ja też. Jej się ciągle chce. Ciągle w biegu. Tego jej zazdroszczę, bo jestem strasznym leniem. W związku z tym działam zgodnie z zasadą Romka Wilhelmiego, którą rozszerzam na całe swoje życie. Przypie … i odskocz. Jest czas siewu i czas żniw. No to zbieram pozostawione przez innych na polu resztki ziemniaków i słomy.

Wracamy z papierosa…

Fot: Patrycja Płanik

Dużo Pani występuje w offowych produkcjach. Co Panią tak pociąga w tego typu przedsięwzięciach?

Wielu pewnie myśli, że gram w nich, bo stara aktorka, nie ma propozycji. Ale ja to robię od kilkudziesięciu lat. Rzadko odmawiam młodym ludziom, kiedy proszą mnie o zagranie w offowej produkcji. Interesuje mnie po prostu ich sposób myślenia, patrzenia, czy to jak pracują z aktorem. Często materiał, który dostaje od nich, jest o niebo lepszy, niż wiele scenariuszy na podstawie których powstały wielkie kinowe produkcje.

Co by Pani powiedziała osobie, która chce zostać aktorem?

Nie umiem dawać rad nawet sobie. No dobrze, mogę im jedynie powiedzieć, że jest to zawód niebezpiecznie cudowny…

Są takie role, które uważa Pani, że dobrze zagrała?

Tak, choć rzadko wpadam w samozachwyt.

Obecne życie Panią zadowala?

Pewnie, że tak. Niech  Pan spojrzy, za oknem śnieg, słońce mróz, brrrrrrr … czyli  jest cudownie. A poza tym jestem durną babą, która zawsze sobie znajdzie wytłumaczenie na upadki i niepowodzenia. Łatwiej je znoszę niż iluzoryczne sukcesy, które mnie paraliżują i onieśmielają, tak właśnie mają starsze panie. Ludzie, kochajcie staruszki !! Odwzajemnimy się wam tym samym.

Rozmawiał: Maciej Łukomski   

Wywiad autoryzowany.

EWA SZYKULSKA – absolwentka PWST w Warszawie (1970). Związana z warszawskimi Teatrami Syrena i Studio. Współpracowała ze stołecznymi teatrami: TR, Och -Teatr, Ochoty, Wytwórnia oraz Sceną na Piętrze w Poznaniu. W teatrze współpracowała m.in.: z Zygmuntem Hübnerem, Józefem Szajną, Lidią Zamkow i Jerzym Gruzą. Ma na swoim koncie ponad 100 ról filmowych. Zagrała m.in.: w takich filmach, jak: Człowiek z M3, Hydrozagadka, Dziewczyny do wzięcia, Seksmisja, Nadzór, Vabank, i serialach: Samochodzik i Templariusze, Janosik, Rodzina Połanieckich, 07 zgłoś się, Lokatorzy, Klan. Wystąpiła w videoklipach Skaldów: Prześliczna wiolonczelistka i Wszystko mi mówi, że ktoś mnie pokochał.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o