Iza Kuna: Lubię nowe wyzwania

IZA KUNA lubi próbować nowych rzeczy. Po debiucie literackim w 2010 roku, kiedy ukazała się jej książka „Klara”, sześć lat później przyszedł czas na debiut reżyserski. W warszawskim Teatrze Polonia aktorka wyreżyserowała „Zabawę” Marka Modzelewskiego, prywatnie jej męża. Spektakl zebrał fantastyczne recenzje.

Długo się Pani zastanawiała kiedy Krystyna Janda zaproponowała Pani wyreżyserowanie spektaklu?

Propozycja od Krystyny Jandy bardzo mnie ucieszyła, bo przyszła w takim momencie, kiedy intensywnie myślałam o tym, aby wyreżyserować sztukę. Ale nie ukrywam, że bliżej mi było do reżyserii filmowej. Podejmowałam już kilka prób, aby nakręcić film. Niestety z powodu problemów organizacyjnych i finansowych nie doszło do realizacji.

Przy reżyserowaniu „Zabawy”, co było dla Pani największą trudnością?

Jestem osobą bardzo obowiązkową i dokładną, więc starłam się, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ale często też popadam w zachwyt. Moje reżyserowanie było sumą różnych rzeczy od wątpliwości po euforię , więc czasami nie było łatwo (śmiech).

Spektakl „Zabawa”, Fot: Kasia Chmura/ mat. prasowe T. Polonia

Dlaczego do pracy nad „Zabawą”, zaangażowała Pani Anne Moskal, Marcina Perchucia i Bartosza Sake?

Mój wybór aktorów do tego projektu wynikał z doświadczeń zawodowo – towarzyskich. Nie ukrywam, że ta para od początku była brana pod uwagę zarówno przez autora sztuki Marka Modzelewskiego jak i przeze mnie. Z Marcinem spotykaliśmy się wielokrotnie w serialu. Z Anią miałam przyjemność pracować w teatrze. Bartosz natomiast jest absolwentem łódzkiej Filmówki, w której wykładam i wygrał casting.

Nie bała się Pani krytyki, że dziennikarze zaczną pisać, że kolejna aktorka „bawi” się w reżyserię?

Bałam się bardziej kilka lat temu po napisaniu „Klary”. Na szczęście recenzje książki były pochlebne, „Klara” sprzedawała się znakomicie, więc nikt nie pisał, że powinnam zająć się aktorstwem, a nie pisaniem. Przy pracy nad moim debiutanckim spektaklem nie było już takiego problemu, ponieważ wielu aktorów reżyseruje, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Przedstawienie zostało pozytywnie odebrane przez krytykę. Ludzie kupują bilety. Najczęściej moje obawy związane są z tym, czy podołam zadaniu, czy mi się uda, czy będę zadowolona.

Może teraz czas na reżyserię filmu?

Bardzo chciałabym wyreżyserować film, bo lubię nowe wyzwania. Poprawiam scenariusz, który napisałam już dawno, ale pracuję też nad nowymi projektami.

Ma Pani ochotę na wyreżyserowanie kolejnej sztuki teatralnej?

Pewnie. Mam kolejne propozycje reżyserii w teatrze. Póki co muszę ochłonąć po premierze „Zabawy” (śmiech).

Antoni Pawlicki i Iza Kuna w spektaklu „Ich Czworo”, fot: Ola Grochowska, mat. prasowe T. Polonia

Późno przyszły propozycje zawodowe i rozpoznawalność wśród widzów. Przez ten czas, kiedy niewiele się działo w Pani zawodowym życiu, nie żałowała Pani, że została aktorką?

Nigdy nie żałowałam. Przez 18 lat byłam aktorką Teatru Polskiego w Warszawie, w którym bardzo mało grałam. Dopiero pod koniec mojego pobytu w teatrze przy Karasia 2, zaczęłam dostawać propozycję. Ale wiedziałam już że to nie jest moje miejsce i zrezygnowałam z etatu. Kiedy nie przychodziły propozycje zawodowe, robiłam wiele innych rzeczy. Pracowałam jako pogodynka, byłam specjalistką od PR, przeprowadzałam wywiady z kolegami dla jednej z gazet. Dzisiaj, gdybym miała wybierać zawód zostałabym prawnikiem.

Czuje się Pani teraz bardziej aktorką, reżyserką, czy autorką książki?

Czuję się przede wszystkim kobietą, która robi różne rzeczy. Piszę, występuję w teatrze. Od czasu do czasu gram w filmie. W tej chwili najbardziej lubię pisać, ale pisanie wymaga czasu i cierpliwości. Na pewno łączenie różnych dziedzin sztuki ma sens, pod warunkiem, że są to rzeczy w niedużych dawkach. Chciałabym się skupić na jednej rzeczy porządnie. Jeśli się zdecyduję na wyreżyserowanie kolejnych spektakli to powinnam wtedy na jakiś czas zrezygnować z grania. Na razie robię wszystko.

Pisze Pani, gra w teatrze i w filmie, reżyseruję. Po co Pani jeszcze uczenie studentów wydziału aktorskiego w łódzkiej Filmówce?

Uwielbiam uczyć w szkole. Zawsze miałam zapędy pedagogiczne i reżyserskie. Praca ze studentami pozwala mi połączyć te dwie rzeczy. Zwyczajnie lubię moich studentów, lubię z nimi pracować.

Kiedy za kilka lat jedno z Pani dzieci, będzie chciało zostać aktorem, co wtedy Pani mu odpowie?

Powiem: no trudno (śmiech). Moja córka Nadia ma już za sobą debiut filmowy. Zagrała w filmie „Warsaw by night”. Występowała też w serialu „Barwy szczęścia”. Pięknie rysuje, interesuje ją animacja, ma zapędy reżyserskie. Trudno powiedzieć, czy będzie chciała zostać aktorką. Nie wiem, czy Staszek będzie chciał. Mam nadzieję, że jakikolwiek zawód wybiorą będą zadowoleni.

To chyba był udany rok dla Pani?

Bywały dobre i złe chwile. Dopóki jesteśmy zdrowi i mamy pracę to narzekanie nie jest na miejscu.

Rozmawiał: Maciej Łukomski

IZA KUNA – Absolwentka wydziału aktorskiego łódzkiej Filmówki. W latach 1993 – 2008 aktorka Teatru Polskiego w Warszawie. Współpracowała z wieloma stołecznymi teatrami m.in.: Capitol, Komedia, Narodowy, Polonia, Och. Brała udział w wielu etiudach filmowych Mistrzowskiej Szkoły Filmowej Andrzeja Wajdy. Ma na swoim koncie role w takich filmach, jak m.in.: „Lejdis”, „33 sceny z życia”, „Drogówka”, „Płynące wieżowce”, „Wołyń”, „Maria Curie” oraz wielu serialach: „Klan”, „Szpilki na Giewoncie”, „Barwy szczęścia”. W 2010 roku zadebiutowała jako pisarka wydając książkę „Klara”. Jej mężem jest znany autor sztuk teatralnych Marek Modzelewski.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o