Jacek Mikołajczyk, dyrektor Teatru Syrena: Musical to gatunek, który dobrze wpływa na emocje

Fot. Bartek Warzecha/ mat. prasowe teatru

Scena przy ul. Litewskiej w Warszawie od dwóch sezonów staje się jednym z najgorętszych musicalowych adresów w Polsce. Kolejne premiery znakomicie przyjmowane są przez krytyków i publiczność. A wszystko to za sprawą nowego dyrektora teatru, miłośnika musicali, Jacka Mikołajczyka, który postanowił sprawić, żeby widzowie Teatru Syreny zakochali się w musicalu.

Skąd u Pana miłość do musicali?

Będąc w pierwszej klasie liceum, poszliśmy z klasą na musical „Cabaret” w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Byłem spektaklem zachwycony, i od tamtej pory jestem zakochany w musicalu.

Co Pana tak fascynuje w musicalach, że postanowił je Pan reżyserować i tłumaczyć?

Fascynuje mnie w musicalu jego pewna formalność, że jest to „czysty teatr”, który nie udaje niczego innego. W musicalu emocje bohaterów mogą być przekładane na muzykę, a to bardzo wspomaga sposób prezentacji tematu i problemów, które są poruszane. Reżyserując musical nie można skupiać się tylko na tym, co widowiskowe. Musical komunikuje się z widzami za pomocą tekstów piosenek, które poruszają główny temat spektaklu. Reżyser powinien zadbać, żeby ten przekaz, temat zawarty w libretcie i tekstach piosenek, dotarł do widzów. Jako dla tłumacza musicali, praca nad tłumaczeniem libretta i piosenek jest dla mnie zawsze dużym wyzwaniem, bo wymaga dużo wysiłku i wyspecjalizowanej wiedzy. Fascynuję mnie w tym gatunku także to, że musical to wielkie widowisko, nad którym pracuje wielu realizatorów – od choreografa, scenografa, aż po reżysera świateł. Pracując nad spektaklem, trzeba umieć połączyć ich interesy, pójść czasem na kompromis. Pomimo pojawiających się często trudności, praca nad musicalem to dające dużo satysfakcji doświadczenie.

„Rock of Ages”, Fot. K. Schubert

Dlaczego w Polsce powstaje tak mało musicali napisanych przez polskich twórców?

Dlatego że przemysł musicalowy w Polsce jest ciągle mały. Napisanie musicalu to praca, która wymaga ogromnego doświadczenia. Musicale w Ameryce powstają przez wiele lat. Najpierw grane są na mniej znaczących scenach. Przechodzą weryfikację, muszą dojść do perfekcyjności w formie. Dopiero potem trafiają na Broadway. To wymaga czasu, i bardzo zróżnicowanego przemysłu musicalowego. W Polsce ten okres musi być krótszy. Nie mamy takiej możliwości, że musical pokazać  najpierw na małej scenie, a potem grać go na większej. Szwankuje u nas to, co na Zachodzie jest siłą musicalu, czyli rozbudowany przemysł rozrywkowy, posiadający wiele scen do wystawiania tego typu spektakli. Pomimo tych trudności, powstają polskie musicale. Już 29 lutego w Teatrze Syrena odbędzie się premiera musicalu „Kapitan Żbik i żółty saturator” napisanego przez dwóch wspaniałych twórców: Wojciecha Kościelniaka, który napisał teksty piosenek oraz scenariusz i Mariusza Obijalskiego, który jest kompozytorem muzyki. Zresztą, od kilkunastu lat Wojciech Kościelniak pracuję z wieloma twórcami, i ciągle powstają nowe musicale, tworząc polską odnogę musicalu, który jest nieco odmienny od tych granych na Broadwayu czy West Endzie.

Oprócz musicali Wojciecha Kościelniaka, warto wspomnieć o innych polskich musicalach, które powstały w ostatnich trzech dekadach: „Metro” Agaty i Maryny Miklaszewskich, „Opentaniec” czy „Akademia Pana Kleksa”, musical oparty na powieści Jana Brzechwy.

To są dobrze napisane musicale, które sprawdzają się w kontakcie z publicznością. Nie jest jednak pewnie przypadkiem, że żaden z nich kariery na Zachodzie nie zrobił.

Jaki musical wywarł na Panu największe wrażenie?

„Hamilton” – musical autorstwa Lin – Manuela Mirandy o życiu jednego z ojców – założycieli Stanów Zjednoczonych Alexandra Hamiltona. Spektakl, który otwiera nowe drogi w tym gatunku. To musical, który jest  zakorzeniony w tradycji broadwayowskiej, ale którego warstwa muzyczna opiera się na hip – hopie, rapie. To musical, który świetnie łączy historyczny kostium z bardzo mocną aktualnością. Świetna choreografia, historia, która napędza akcję. „Hamilton” wyznacza nowe ścieżki w tym gatunku i pewnie coraz więcej takich spektakli będzie powstawało. Wstrząsem był dla mnie musical „next to normal”, który obejrzałem kilka lat temu na Broadwayu, a niedawno udało mi się go wystawić w Teatrze Syrena. „next to normal” to musical kameralny, kilkuosobowy, który właściwie jest śpiewaną sztuką teatralną. Tematem musicalu jest choroba psychiczna i relacje między rodzicami i nastolatkami. Historia została opowiedziana za pomocą muzyki rockowej, która daje nam dodatkowy poziom, pewnego narzędzie do wyrażania trudnych emocji. Kiedy oglądałem ten musical, ta mieszanka mnie absolutnie rozbroiła. To paradoks, bo lubię musicale śmieszne, wesołe, które mają rozbudowaną warstwę widowiskową. A wymieniłem dwa tytuły, które bez tej widowiskowości znakomicie dają sobie radę.

rodzina

„Rodzina Addamsów”, Fot: mat. prasowe Teatru Syrena

Dlaczego Polacy pokochali musicale?

Musical jest przystępną formą teatralnej rozrywki. To teatr, który potrafi zaskoczyć widza efektami technologicznymi. Musical to gatunek, który dobrze wpływa na emocje, przekazuje emocje, ale też wywołuję emocje u widzów. Ma pozytywną energię, która potrafi publiczność porwać. W latach 80. dla polskiej publiczności musical był namiastką kultury popularnej Zachodu. Dziś mamy dostęp do światowych tytułów musicalowych. Większość z nas może polecieć do Londynu i obejrzeć słynny musical. To sprawia, że, my, twórcy, producenci, chcemy osiągać ten sam poziom wystawiania musicali w Polsce. Ciągle podnosić poprzeczkę, i nie uznawać żadnej taryfy ulgowej. Kiedyś mówiono: „musical w Polsce, jakoś to będzie. To nie to samo, co w Londynie czy Nowym Yorku, ale jak na nasze warunki to ok”. Z takim podejściem, na szczęście, już w Polsce nie mamy do czynienia.

Jak Pan ocenia z perspektywy dwóch lat swoją dyrekcję w Teatrze Syrena?

Mamy już zbudowany repertuar musicalowy. To są cztery tytuły z górnej półki: „next to normal”, „Rodzina Addamsów”, która odnosi sukcesy na całym świecie, „Czarownice z Eastwick”, czy wielki przebój Broadwayu i West Endu „Rock of Ages”. Cieszę się, że te musicale znajdują u nas widzów. To dla mnie ogromna satysfakcja, że udało się trafić z musicalową ofertą do publiczności. Cieszy mnie, że te musicale są postrzegane jako propozycje nieoczywiste, czasami trudne, ryzykowne. Taki był zresztą plan, żeby nie grać w Teatrze Syrena tytułów rodzinnych, bezpiecznych. Mam również ogromną satysfakcję, że udało się w pierwszym sezonie mojej dyrekcji wyprodukować polski musical „Bem! Powrót Człowieka – Armaty”, który zrobiliśmy w koprodukcji z Teatrem im. S. Żeromskiego w Kielcach i Pożarem w Burdelu. Jak wspominałem już wcześniej, pracujemy teraz nad kolejnym polskim musicalem „Kapitan Żbik i żółty saturator” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Nasza oferta musicalowa jest już bardzo różnorodna. Gramy czasami po 50 spektakli w miesiącu. To cieszy.

Co w tej chwili sprawia największą trudność w prowadzeniu Teatru Syrena?

Największym naszym problemem jest za mała widownia. Trzysta osób na widowni sprawia, że nie możemy osiągnąć większego rozmachu i ciągle borykamy się z problemami finansowymi. To jest bolączka, którą próbujemy rozwiązać na różne sposoby. Ograniczamy koszty eksploatacji, narzucamy sobie dyscyplinę finansową. Musimy też dobierać takie tytuły, które trafią w gusta publiczności. Na szczęście, do tej pory, udaje się nam zachować balans. Aspekt finansowy prowadzenia teatru jest najtrudniejszy. Muszę przyznać z satysfakcją, że na naszych spektaklach mamy komplet, dzięki czemu udaje nam się wyjść obronną ręką z problemów.

Rozmawiał: Maciej Łukomski

JACEK MIKOŁAJCZYK

Reżyser, tłumacz, teatrolog. Dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Syrena w Warszawie. Absolwent kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim oraz reżyserii teatru muzycznego na krakowskiej PWST i Akademii Muzycznej. Debiutował na profesjonalnej scenie w 2015 roku w Gliwickim Teatrze Muzycznym musicalem „Rodzina Addamsów” Andrew Lippy we własnym tłumaczeniu, za który otrzymał prestiżową nagrodę teatralną Złota Maska w kategorii najlepszy reżyser. Przełożył m.in. musicale: „Zakonnica w przebraniu”, „Kobiety na skraju załamania nerwowego”, „Hair”. W Teatrze Muzycznym w Poznaniu wyreżyserował musicale „Zakonnica w przebraniu”, „Nine” we własnym tłumaczeniu, a w Teatrze Syrena – „Czarownice z Eastwick”, „next to normal” i „Rock of Ages”. W Programie Drugim Polskiego Radia prowadzi z Marcinem Zawadą autorską audycję „Ten cały musical”. Przez wiele lat pracował jako adiunkt w Instytucie Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego, wykładał też na University of Washington w Seattle (2012-2013) oraz na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego (2014-2015). Stypendysta Fulbrighta. W 2010 roku opublikował książkę „Musical nad Wisłą”, pierwszą i dotąd jedyną monografię musicalu w Polsce.

POLECAMY:

10 najlepszych musicali w polskim teatrze, które trzeba zobaczyć

Recenzja: Musical „Rodzina Addamsów ” w Teatrze Syrena

„Rock of Ages ” w Teatrze Syrena: Rockowy czad. Recenzja.

„Metro” ma 28 lat. Jak potoczyły się losy osób z premierowej obsady musicalu?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o